|
Mały Zygmunt, tak jak większość jego rówieśników, garnął się do piłki nożnej. Jakie jednak szanse, choćby tylko na wybranie do drużyny, miał drobny, mały chłopak? Dyskryminowany przez kolegów zainteresował się gimnastyką, sportem, w którym liczyła się sprawność indywidualna, a nie wzrost. Poza tym atmosfera, sposób prowadzenia zajęć...
Jednakże pierwszy swój sportowy sukces uzyskał w... saneczkarstwie. „Szkoła brała udział w zimowej spartakiadzie, a że brakowało zawodnika w slalomie saneczkarskim, nauczyciel wf postanowił, że ja wypełnię lukę w reprezentacji. Długo coś mówił o współzawodnictwie, o punktach, o honorze, niewiele z tego rozumiałem, ale zgodziłem się. Przez kilka dni martwiłem się skąd wziąć sprzęt. Wreszcie udało mi się pożyczyć sanki od któregoś z kolegów. Wygrałem slalom i w nagrodę pojechałem na zawody powiatowe. Prawdziwy tor w Mikuszowicach nie był dla mnie łaskawy, zająłem dalsze miejsce, ale miłe wspomnienia zostały. Byłem zachwycony nie tylko saneczkarstwem. Pamiętam koszmarny lecz zarazem pełen uroku bieg narciarski na dystansie 3 km, na zwykłych nartach o wiązaniach do zjazdów. Jednak nie zdradziłem gimnastyki. Chyba tylko dlatego, że Ojciec był opiekunem sali sportowej. Wystarczyło przejść korytarz, aby znaleźć się na sali i mieć ją, gdy nikt nie trenował, wyłącznie do swojej dyspozycji, wraz ze wszystkimi przyrządami."
|