|
Obawy Kazika przed walką były uzasadnione. Marków uciekał przed nim, robił uniki, nie chciał ryzykować próby sił. Pojedynek nie został rozstrzygnięty. Remis dawał jednak Bułgarowi „złoto", a Kazimierzowi „srebro".
Polak w szatni niemal płakał ze złości. „Cały czas hipnotyzowałem, prowokowałem Markowa - mówił po walce podniesionym głosem. Chciałem go koniecznie dopaść, ale on cały czas uciekał. Szczwany lis dobrze kalkulował. Kogo innego na pewno by zdyskwalifikowali, a Marków otrzymał tylko dwa ostrzeżenia, co mu nie przeszkadzało w uzyskaniu zaplanowanego widać remisu. Do pełnego szczęścia zabrakło mi pół punktu."
Jedno marzenie, aby stanąć na podium najlepszych spełniło się. A to drugie?...
Jeszcze przed mistrzostwami świata poznał dziewczynę. Na trzy miesiące przed wyprawą do Sofii pobrali się. A potem Tosia towarzyszyła mu wszędzie. Nie chciała zostawać sama w Dębicy. Nawet przed wyjazdem na mistrzostwa świata przyjechała na zgrupowanie do Zakopanego. Koledzy niezbyt byli z tego zadowoleni, wmawiali Lipieniowi, że to odniesie zgubny wpływ na jego kondycję. Ale sprawa nie tak się przedstawiała. Dobra, wyrozumiała towarzyszka życia jest dodatkowym - nie kontrolowanym przez MKOl - dopingiem. Wyjeżdżając Kazik przyrzekł Tosi prezent w postaci dobrego wyniku... Wicemistrzostwo świata chyba ją usatysfakcjonowało.
|