Z kolei naprzeciw Woydy
Z kolei naprzeciw Woydy staje Węgier dr Jeno Kamuti. Stary, doświadczony lis, à zarazem przyjaciel z planszy. Wałczyli ze sobą na różnych krańcach świata, jeszcze jako juniorzy. Wiedzą o sobie wszystko, znają się na wylot. W dodatku - podobni fizycznie - hołdują temu samemu stylowi walki. To będzie loteria. Wiadomo, że obaj pójdą na atak, na niemal bokserską wymianę. Dokładniejszy i szybszy zejdzie z planszy jako zwycięzca. Więc atak, od początku atak. Trzeba zachować inicjatywę, ruszać do przodu szybciej, żeby widział to także sędzia. Ciężka walka, ząb za ząb. Polak atakuje, ale riposty Węgra są niezwykle groźne. 0:1 potem 2:3... Ale Jeno jest o 2 lata starszy, ten morderczy pojedynek bardziej daje mu się we znaki. Woyda wyrównuje, a potem szybkimi akcjami tuż po komendzie sędziego jeszcze dwa razy trafia celnie. 5:3. Obaj schodzą z planszy na miękkich nogach. Ale uśmiecha się tylko Polak. Dłuższa chwila odpoczynku. Ręcznik na głowę i spacer za trybunami. Teraz męczą się inni. Oklaski. Zaczyna następna para. Markowi nie idzie. Trudno. Kamuti - dwa zwycięstwa, ale jego już ma z głowy. Do Witka docierają tylko fragmenty finałowych wydarzeń. Nie można myśleć o wszystkim. Nie wolno się rozpraszać. Kilka przysiadów, zaraz jego kolej. Następny - Denisów. Świetnie wyszkolony, jak wszyscy floreciści radzieccy. Wszechstronny, ale nie błyskotliwy, dobre natarcie, dobra zasłona - odpowiedź, ale do pokonania. Tylko jak? Na każdego trzeba inaczej.
 
Download-mp3.pl | noclegi zakopane | wakacje Londyn